Album do przesłuchnia na http://www.daveholland.com/
niedziela, 18 kwietnia 2010
Nowa płyta Dave'a Hollanda
Album do przesłuchnia na http://www.daveholland.com/
Preludium do "Popołudnia fauna"
Utwór Debussy’ego zainspirował Eumira Deodato – brazylijskiego kompozytora i producenta muzycznego znanego ze współpracy z Kool & The Gang. Jego wersję preludium do „Popołudnia fauna” możecie znaleźć na jego pierwszym nagranym w USA solowym albumie, „Prelude”. Kompozycja Deodato nie wywołuje u mnie podobnych doznań. Mimo to utwór robi wrażenie. Nie tylko ciekawym, funkowymm, „przearanżowaniem”, ale również…składem zespołu. Na perkusji gra Billy Cobham, na flecie Hubert Laws, na basie Ron Carter, na basie elektrycznym Stanley Clarke, na instrumentach perkusyjnych Airto Moreira, na kongach Ray Baretto – to kolejny „mecz gwiazd” pod okiem Rudy’ego Van Geldera. Warto znać całą tę płytę.
W rapie, ten utwór Debussy’go znalazł się tylko nominalnie, ponieważ sampel jaki wyciął Jay-biz do bitu w „Feeling for the flow” pochodził właśnie z preludium do „Popołudnia fauna” Deodato (1:47-2:00). Do podkładu rymują Casual i Pep Love – najlepsi MC z mojego ulubionego składu, Hieroglyphics. „Feeling for the flow” znajduje się na drugiej części składanki „Hiero Oldies”. Polecam.
środa, 14 kwietnia 2010
Historia pewnego sampla XII
Mamy w Polsce dwóch skrzypków jazzowych na światowym poziomie. Pierwszym jest Michał Urbaniak. Wybitny instrumentalista, a do tego świetny kompozytor i aranżer, który w swoim umiłowaniu do eksperymentów i gadżetów dorównuje - i tu nie bójmy się porównań – Milesowi Davisowi i Herbie’mu Hancockowi. Znany jest głównie dzięki swoim sukcesom w Stanach. W przeciwieństwie do niego, skrzypek numer dwa wybrał karierę w kraju. Nazywa się Krzesimir Dębski. Z Urbaniakiem łączy go – oprócz gry na tym samym instrumencie – to, że także był w pierwszej dziesiątce najlepszych skrzypków jazzowych magazynu „Down Beat” i komponował muzykę filmową. Na tym podobieństwa się kończą. Wybrali różne drogi. Urbaniak od dziecka chciał grać jazz, grał jazz i będzie grać jazz. Dębski grał jazz i funk tylko na początku swojej kariery. Później robił już wszystko byle nie to. Wymienię tylko ważniejsze punkty jego CV: występował z kabaretem Tey, współpracował z Teatrem Ósmego Dnia, nagrywał z Charlesem Tolliverem (trębaczem znanym z zespołu Jackie’go McLeana); pisał piosenki dla Edyty Górniak, Rynkowskiego, Kayah, Sojki, Szcześniaka, a nawet Zdzisławy Sośnickiej (też czasem samplowanej, więc może się kiedyś tu pojawić). Komponował także muzykę symfoniczną w ilości takiej, że nie podejmę się wszystkiego tu wynotować. Dużą część jego dokonań stanowi muzyka do filmów („Kingsajz”, „Deja Vu”, „W pustyni i w puszczy”, a nawet „Ranczo Wikowyje”), seriali („Janka” z młodą Agnieszką Krukówną, no i „Ranczo”) i sztuk teatralnych. Próbował sił w projektach niszowych i na wskroś komercyjnych – od aranżowania partii smyczkowych i dyrygowania orkiestrami symfonicznymi do współtworzenia piosenki z serialu „Klan”. Różnorodność i bogactwo jego dorobku artystycznego robi wrażenie. Mnie interesuje głównie zapomniany okres działalności Dębskiego z lat osiemdziesiątych, kiedy stał na czele zespołu String Connection. Formację tę utworzył w 1981 roku w Poznaniu. Ich pierwszą płytę – „Workoholic” – wydała wytwórnia Poljazz w rok później (na pewno wytłoczono ją w moich Pionkach…). Trzon zespołu stanowili Krzysztof Ścierański (bass), Andrzej Olejniczak (saksofony), Zbigniew Lewandowski (perkusja) i Janusz Skowron (klawisze). Każdy z nich to postać legendarna w małym polskim jazzowym światku. Słuchając niektórych (bo nie mam dostępu do pełnego albumu) utworów z „Workoholic” muszę powiedzieć, że ma to swoje pełne uzasadnienie. „Bokra” to czyste disco – styl identyczny jak w Stanach na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, jak na płytach Eddie’go Hendersona i Hancocka nagranych po 1976 roku. Aranżacja genialna – żadnej nudy, dużo zmian rytmu, wspaniałych detali i genialne solówki. Noga sama chodzi – pozwólcie, że posłużę się wyświechtanym sloganem. I zwróćcie uwagę na ten bass – Ścierański wymiata. Następny kawałek to „Cantabile in h-mol”. To już czysto typowa polska odmiana smooth jazzu. Ballada liryczna, słodziutka, a przy tym pełna smutku i zadumy. Można spokojnie napisać do tego tekst o nieszczęśliwej miłości, odrzuceniu i gapieniu się w księżyc. Ci co znają pierwsza płytę Molesty wiedzą, że DJ Volt zsamplował pianino z początku tego kawałka w podkładzie do „Armageddonu”. Z resztą ten sam producent upodobał sobie także tytułowy utwór String Connection z tego samego albumu, „Workoholic”. Też dobrze buja, choć nie jest tak szybki jak „Bokra”. Nie powstydziłaby się go żadna gwiazda zza Atlantyku. To europejski hit w amerykańskim stylu na miarę „Pick up the pieces” Average White Band.
Posłuchajcie jak Volt dostosował go swoich potrzeb w bicie do „Się żyje” na „Skandalu” Molesty.
Co ciekawe, niemal tej samej próbki użył Thes One – główny autor charakterystycznego, analogowego, brzmienia formacji People Under The Stairs (PUTS) – w bicie do „80 blocks from Silverlake” z albumu „Carried Away” . I tak jak Volt zrobił hit. Z głównego motywu „Workoholic” każdy rap-producent zrobiłby szlagier. Jednak dla PUTSów – duetu z LA – takie osiągnięcia nie są niczym wyjątkowym, gdyż nagrywają same dobre płyty (może z wyjątkiem „Fun DMC”). Zarówno Thes One jak i Double K są mistrzami w wyszukiwaniu sampli, ich umiejętnym loopowaniu i doprawianiu perkusją tudzież basem. Na tej płaszczyźnie są takimi Beatnuts Zachodniego Wybrzeża. Z tą różnicą, że stronią od syntetycznych dźwięków, smutnych tekstów o życiu getta, twardzielstwa a la Compton, „cykaczy”, piszczałek, kobiecych wokali, gościnnych MC i kręcenia teledysków. Tych zasad trzymają się kurczowo i zanosi się by z nich zrezygnowali. Dlatego też marnie wróżę ich komercyjnej przyszłości i cieszę się, że – używając zwrotu złotoustego Aleksandra K. - „nie idą tą drogą”. „Carried away” jest świadectwem ich wysokiej formy. Sugeruję skoncentrować się na kawałkach „Come on, let’s get high”, „Hit the top”, „Down in LA”, „Carried away” i „My boy D”. Unikajcie utworu „Beer”, bo to taki zgagotwórczy „Beer”, taki amerykański „Żubr”.
Oto reszta utworów wymieniona w tekście. Polecam wszystkie!
sobota, 27 lutego 2010
Rob Mazurek Quintet w Polsce

W przyszły weekend odbędą się w Polsce trzy koncerty Rob Mazurek Quintet: w Warszawie w Powiększeniu (5 marca w piątek), w poznańskiej Estradzie (6 marca w sobotę) i we wrocławskim Ośrodku Postaw Twórczych (7 marca w niedzielę). Warto się na któryś z nich wybrać, ponieważ Mazurek to rzadki okaz muzyka awangardowego, którego awangardowość nie powoduje zszargania unerwienia i chęci ucieczki poza zasięg jego dźwięku. Wiem co mówię. Byłem na koncercie jego supergrupy Exploding Star Orchestra w łódzich Toya Studios i do dziś wspominam to jako przeżycie niemal mistyczne. Mazurek, grający na kornecie, wystąpi w towarzystwie Jasona Adasiewicza (genialny wibrafonista - polecam jego twórczość tym, którzy lubią awangardę lat sześcdziesiątych i Erica Dolphy'ego), John Herndon (perkusja), Matthew Lux (gitara basowa) i Josh Abrams (kontrabasista związany z arcyciekawą formacją Black Earth Ensamble znakomitej flecistki Nicole Mitchell). Wszyscy Panowie reprezentują Chicago i można ich, rok w rok, jesienią posłuchać na poznańskim festiwalu "Made in Chicago". Tymczasem znienacka pojawia się okazja by wysłuchać ich w innych okolicznościach przyrody. Ceny biletów od 15 do 40 złotych. Polecam!
http://www.robmazurek.com/
http://www.myspace.com/robmazurek
http://www.myspace.com/jasonadasiewicz
http://www.myspace.com/explodingstarorchestra
Więcej o koncertach tu.
czwartek, 4 lutego 2010
Przypadkowo znaleziony sampel J. Rawlsa
środa, 16 grudnia 2009
Historia pewnego sampla VI
Pamiętajcie również o rapowej karykaturze Luciena!
poniedziałek, 26 października 2009
Souls of Mischief - Tell me who profits
czwartek, 22 października 2009
Lee Morgan "Gigolo"
środa, 21 października 2009
"Rush hour" w "Slow traffic..."
Za danie główne odpowiada doskonały twórca – J. Rawls – o którego dokonaniach mogę tworzyć li tylko laurki i hymny pochwalne do muzyki utrzymanej w wagnerowskich tonacjach. Autorem przystawki jest natomiast doskonały saksofonista z headhunterskiej drużyny Hancocka – Bennie Maupin. „You know the deal” pochodzi z jego drugiej solowej płyty „Slow traffic to the right”. Jest to album kolejnego sidemana Herbie’go Hancocka (po trębaczu, Eddie’m Hendersonie), który w ramach nakreślonego przez swego mistrza pola tworzy swoją własną jakość. Muzyka Maupina jest przestrzenna, spokojna, liryczna – nazwałbym ją „kojącym funkiem”. Można sobie ją „załączyć”, otworzyć piwko i gapić się w mroki nocy rozmyślając, na przykład, o upadku polskiego rapu (powstałego poza łódzkimi Bałutami) lub samku ciemnego Ciechana. Maupin naprawdę uspokaja! Zamieszczony tu kawałek jest zdecydowanie najbardziej dynamiczny i „bujający” na całym krążku. Reszta pozycji „Slow traffic…” może być stosowana jako masaż dla mózgownicy zmęczonej słuchaniem dynamicznej „Man-Child” Hancocka lub niepokojąco dzikiej, zalatującej „On the corner” i „Bitches brew” Davisa, „Inside-out” Hendersona. Kto wie? Może Bennie tworzył te utwory chcąc się wyróżnić spośród innych „łowców głów” wodza Herberta z Chicago? Kończąc te bezproduktywne dywagacje, chciałem dodać, że to pozycja warta słuchania. A szczególnie „You know the deal”. Zatem, „Enjoy!”, jak piszą Anglosasi na swych blogach.
piątek, 2 października 2009
Gdzie jest sampel? Pierwiastek Bobby'ego Hutchersona w dorobku Madliba
Odkryłem niedawno, że Madlib wziął tutaj sampel fletu z kawałka „Movement” Bobby’ego Hutchersona. Utwór ten znajduje się na jego płycie „Components” z 1965 roku. Jest to wyjątkowy album – pół bopowy, pół post-bopowy. Tę pierwszą połowę zaaranżował sam Hutcherson. Można go pochwalić za liryczna balladkę, a właściwie kołysankę, pod tytułem „Little B’s poem”. Druga część, to dzieło perkusisty Joe Chambersa. Stanowią ją cztery kompozycje. Trzy z nich są mroczne – kojarzą mi się z muzyką do filmów gangsterskich z tamtych lat. Są świadectwem końca epoki bebopu. W przeciwieństwie do nich, ostatni utwór, „Pastoral”, jest tak spokojny, że mógłby być stosowany w terapii osób znerwicowanych lub chorych na bezsenność. Krótko mówiąc, Hutchersona, i jego ekipa, stworzyli jeden z najdoskonalszych albumów lat sześćdziesiątych. Dodam jeszcze, że w nagraniu jej uczestniczyły największe ówczesne gwiazdy wytwórni Blue Note: Freddie Hubbard (tp), James Spaulding (as, fl), Herbie Hancock (p, org), Ron Carter (b), Joe Chambers (d). Tyle tytułem wstępu.
Przejdźmy do konkursu „beznagrodowego”. Z całego „Components”, Madlibowi najbardziej przypadł do gustu kawałek „Movement”. „Wyciął” z niego partie fletu graną przez czołowego sidemana Blue Note’u, doskonałego flecistę, Jamesa Spauldinga. Zatem moje pytanie brzmi: od której do której sekundy „Movement” Hutchersona trwa sampel fletu użyty przez Madliba w „Don’t trip”? Odpowiedzi proszę wpisywać do komentarzy. Kto pierwszy tan ma satysfakcję!
czwartek, 25 czerwca 2009
Bois-Caiman
Witam Wszystkich Zebranych! Nazywam się Dutty Boukman. Jestem hounganem wszystkich afrosłowian, a szczególnie afromazowszan. Pochodzę z osady zwanej Pionki, otoczonej nieprzebytą puszczą i dzikimi osadami takimi jak Trupień, Sucha, Suskowola, Laski, Czarna, Sokoły, Januszno czy Jedlnia. Niestety wraz ze sporą grupą moich ziomków zmuszony byłem udać się do wielkiej osady zwanej Warszawą. Tam moja tożsamość uległa erozji - pamiętam skąd pochodzę jednocześnie wypierając to z mojej świadomości; wciąż poszukuje siebie lecz ciągle wracam do tego samego miejsca - na mentalne Haiti, które jest tak urocze i przygnębiające, że aż niepotrzebne. Jestem hounganem wszystkich, którzy wyznają muzykę afropochodną, dobrą literaturę i chodzą przez świat wolniej. Jak flaneur - nieśpieszny podróżnik w którym rzeczywistość odciska swoje piętno, zapisuje swoją twarz i maże swoją mordę. Perfumuje kwiatem, głaszcze piórem by czasem nacieniować coś czystym gównem i obryzgać krwią. Jestem tu by was inspirować i dzielić się z wami moją codziennością tak burą i zmienną jak wasza. Bądźcie pozdrowieni!
