czwartek, 13 maja 2010

Historia pewnego sampla XVI

Miałem przerwę. Przynajmniej powód był dobry - dostałem pracę. Doszły mi nowe obowiązki i…zaniedbałem moje blogowanie o samplach. Po raz kolejny wracam, jak rozpieszczony syn marnotrawny, z kolejną szansą odkupienia win w rękach. Co przynoszę? Eddie’go Kendricksa i jego piosnkę „The newness is gone”.
Eddie był wybitnym artystą - czołowym soulowym piosenkarzem, aranżerem i tekściarzem. Szczyt jego kariery przypada na lata sześćdziesiąte, gdy był liderem słynnej grupy wokalnej The Temtations, która miała potężny wkład w budowę wielkości wytwórni Motown. Przy czym Kendricks nie tylko zajmował się muzyczną stroną zespołu - projektował także ubiór dla pięciu członków zespołu – i to chyba najbardziej kontrowersyjna część jego działalności. Jeśli oglądaliście jakikolwiek występ The Temptations na youtube’te, to zapewne rzuciłyby wam się w oczy marynareczki w pastelowo-cyrkowo-oczojebnych kolorkach, fikuśnie tu i tam wcięte – nawet biorąc pod uwagę „ducha epoki” to i tak nic nie usprawiedliwia tego „przekiczowienia” kreacji.
Koniecznie sprawdźcie także układy choreograficzne The Tematations. Kiedyś, jak widziałem w telewizji występy ze starych festiwali w Opolu i Sopocie, to myślałem, że to co wyczyniali chociażby Zbigniew Wodecki czy Maryla Rodowicz to po prostu jakaś nieudolna parodia stylu obowiązującego wtedy na Zachodzie. Nic bardziej błędnego. Nasi artyści szli równo, noga w nogę, z ze swoimi kolegami po fachu zza „żelaznej kurtyny” – to samo bezguście, cukierkowości i podniosłość tekstów, które z obecnej perspektywy, są przekomiczne.
Mniej zastrzeżeń mam do piosenki Eddie’go „Newness is gone” z albumu „Goin’ up in smoke” z 1976 roku. Jest kiczowata, ale…żeby ktoś dziś choć spróbował nagrać tandetę podobnej jakości – to niemożliwe. Mimo wszystko, wolę tamte czasy.

Jednym z pierwszych producentów, który wpadł na genialny pomysł zsamplowania znakomitej muzycznej inwokacji do tej piosenki, był Akhenaton – raper, producent i założyciel IAM. Jego solowej płyty „Meteque et mat” i kawałka „Bad boys de Marseille (Part II)” nie trzeba przedstawiać. To klasyka klasyki rapu.

Dalej mamy produkcję niejakiego Derica "D-Dota" Angelettie‘a, który swą karierę zawdzięczał współpracy z Puff Daddy’m i Notoriousem. Tutaj zrobił bit dla Nasa do kawałka „Pappa was a playa” z płyty „Lost tapes”. Całkiem udany, hę? Niech wam tylko nie umknie genialność nasowego tekstu – to z pewnością jeden z jego lepszych.

Piosenka Kendricksa wpadła w ucho także samemu Alchemistowi. Wziął sampel z tego samego fragmentu co wyżej wymienieni i znów wyszło dzieło – kawałek „Thieves” z rapem Dilated Peoples i Prodigy z Mobb Deep.

A na koniec polski akcent – utwór „WWA” z mixtape’u „Prosto”, nawiasem mówiąc całkiem ciekawego wydawnictwa. Autorem podkładu jest Czarny z HiFi Bandy. I wiecie co? Jemu też z tej próbki wyszedł hit. Jaki z tego wniosek? Warto samplować „The newness is gone” Eddie’go Kendricksa, bo z niego da się zrobić tylko zajebisty instrumental.

środa, 12 maja 2010

Historia pewnego sampla XV

Ostatnio było miękko – pieściłem was instrumentalnym utworem Grovera Washingtona. Dziś powrócę do prawdziwego funku, z dużą ilością wokalu, trąbkami i pajęczynowej gitarowej mantry. The Bar-Keys – bo tak nazywa się formacja, która stworzyła prezentowany dziś sampel – narodziła się w okolicznościach przypominających mi warunki powstawania „pojednawczego i ciepłego” wizerunku Jarosława Kaczyńskiego. Co ma jedno do drugiego? Zacznijmy od początku. W 1967 roku, w muzycznym mieście Memphis, Otis Redding – cieszący się niejaką sławą piosenkarz soulowy – zebrał zespół z którym wyruszył na tour po Stanach. Niestety, gdy lecieli na koncert do Wisconsin rozbił się ich samolot. Zginął Redding i większość jego zespołu. Przeżyło tylko dwóch muzyków – trębacz Ben Cauley (był w feralnym samolocie!) oraz basista James Alexander (był w innym samolocie). Obaj postanowili, że odbudują zespół. Nie dość, że szybko osiągnęli swój cel, to od razu nagrali swój największy hit – „Soul finger”. Od tamtej pory byli w czołówce amerykańskiego funku, aż do początku lat osiemdziesiątych, kiedy to styl w którym tworzyli wyleciał za burtę mainstreamu. Co ważne, nagrywali nie tylko swoje projekty – byli także muzykami sesyjnymi na płytach innych artystów z wytwórni Stax, takich jak sam Isaac Hayes.
Piosenka „Fightin' Fire With Fire” z albumu „Coldblooded” (1974) też należy do hitów The Bar-Keys. Ma ten funkowy, „wyluzowany” groove - utkany z gitary, basu i perkusji – poprzetykany silnym wokalem Jamesa Alexandra i energicznymi wtrętami dęciaków. Piękna rzecz, a szczególnie fragment (3:05-3:23), który przypadł do gustu paru rapowym producentom.


Pamiętacie czasy Kriss Kross, Shyheima i innych dzieci-raperów? Nowojorczyk Chi-Ali zaczął swoją karierę w 1992 roku, gdy miał 14 lat. Jego debiutancka, i jedyna, płyta „The Fabulous Chi-Ali” zdobyła niewielką popularność w porównaniu z wyżej wymienionymi artystami - nie ma się co dziwić, „Jump” Kriss Kross było jedyne i niepowtarzalne. Słuchanie obleśnych i głupich tekstów wydeklamowanych wysokim dziecięcym głosem nie należy do przyjemności. Przynajmniej dla mnie. Mimo wszystko warto sięgnąć po tę płytę, ponieważ można usłyszeć pierwsze produkcje Juju i Psycho Lesa. Są wyborne! Do nich należy „In my room”, gdzie wykorzystano sampel z wyżej wymienionej piosenki The Bar-Keys. Na koniec dodam, że Chi-Ali skończył tragicznie. Wypadł ze światka rapowego od razu po nagraniu płyty. Było o nim cicho aż do 2001 roku, kiedy został skazany za morderstwo – zabił brata swojej dziewczyny, bo pokłócił się z nim o 300 dolarów…


Kolejnym producentem, który zastosował próbkę z „Fightin' Fire With Fire” był DJ Clyde. Ten producent, członek grupy Assassin (jednego z pierwszych francuskich zespołów rapowych), zasłynął w szerokim świcie głównie dzięki wyprodukowaniu połowy kawałków na płytę Supreme NTM „Paris sous les bombes”, którą już tu wielokrotnie przedstawiałem. Tam też znajdziecie utwór „La reve”. Jest genialny, czyż nie?


Trzecim użytkownikiem tego sampla był legendarny raper i producent z Vancuver Moka Only. Omawianą próbkę wykorzystał w bicie do „Funky rhyme alude” z płyty „Summer notations”. Album ten wydał razem z południowokalifornijskim raperem Nebz Supreme’em jako The Summa Sound Clinic. Jest to bardzo dobra pozycja. Biorąc pod uwagę ogrom kiepskich albumów, z ogranymi chwytami lub chybionymi innowacjami, ten broni się całkiem nieźle. Moka Only robi łagodne i bujające podkłady, do których idealnie pasuje głos i flow Nebz Supreme’a. Doskonały ulepszacz relaksu z piwkiem w wiosenne popołudnie. Posłuchajcie – hip hop jeszcze nie umarł…
video

środa, 5 maja 2010

Historia pewnego sampla XIV

Jeżeli jesteście naprawdę zmęczeni i chcielibyście ukoić swoje nerwy to koniecznie musicie zapoznać się z dziejami tego sampla. Grover Washington jr. – już samo imię i nazwisko powinno was uspokoić, bo oznacza ono tyle co „smooth jazz”, lub krócej, „pościelówy”. On nigdy nie zaabsorbuje waszej uwagi jakimś irytującym, piskliwym dźwiękiem; nigdy nie będzie walił pięścią w wasze bębenki ani przesterowanym basem, ani mocną stopą; nie obawiajcie się, że zbyt silnie zadmie w waszą trąbkę Eustachiusza. To jest artysta od kołysania do snu, romantycznych kolacji i nocnych maratonów rozkoszy. Oprócz tych zastosowań, można powiedzieć o nim, że inspiruje rzesze rapowych producentów.
Washington – saksofonista, klarnecista i flecista – rozpoczał swą solową karierę na początku lat siedemdziesiątych. Kiedy gros jazzmanów grało funk i raczej czyniło swoje utwory bardziej dynamicznymi, on zwalniał. Komponował długie, rozbudowane i powolne ballady. Stawiał na głębokie, kojące dźwięki. Jego partie solowe były zawsze liryczne-słodkie i łagodne. Został wtedy królem smooth jazzu. Swój największy hit – piosenkę „Just the two of us” – stworzył do spółki z Billem Withersem w 1980 roku. Z pewnością ją znacie, a może nawet wiecie, który polski zespół rapowy ją zsamplował – poszukajcie u korzeni polskiego rapu. Prezentowany tutaj utwór, „Maracas Beach”, pochodzi z jego mniej znanej płyty „Reed seed” wydanej w 1978 roku. Jest liryczny i ma funkowy groove, który tak uwielbiam. Wsłuchując się w niego zobaczycie tropikalną plaże i poczujecie ciepłą, letnią bryzę…W taki dzień jak dziś, to doznanie niezwykle porządne. Jest szaro, a ciśnienie przybija mnie do ziemi…Spróbujcie terapii „gruwerwaszyngtońskiej”. Polecam!



„Maracas Beach” było parę razy samplowane. Ja podaję tu trzy przykłady, ale jestem pewien, że motywy z tego kawałka wykorzystano jeszcze w co najmniej jednym rapowym kawałku (tak, pamięć mnie zawiodła…). Pierwszymi, którzy uczynili z niego użytek byli DJ Broadway i King Tee w bicie do „Down ass loc”. Może pokrótce opisze te postacie. Ten pierwszy był producentem efemerycznym – pomógł temu drugiemu nagrać płytę „IV life” i zniknął. Z Kingiem Tee to zupełnie inna historia. To pionier gangsta z Los Angeles znany już od późnych lat osiemdziesiątych. Właśnie ten człowiek pomógł w karierze The Alkaholiks, a ci z kolei wspierali Lootpack, czyli Madliba – za to należą mu się wielkie podziękowania. Przede wszystkim jednak trzeba oddać mu honory za dwie bardzo dobre płyty – „IV life”(z której pochodzi poniższy utwór) oraz „The kingdome come”. Co ciekawe, muzycznie są bardziej nowojorskie niż g-funkowe, pomimo tego, że drugą wyprodukował w połowie sam Dr. Dre. Sprawdźcie je!



Co to byłby za odcinek HPS, gdyby nie pojawił się w nim ktoś powiązany z Hieroglyphics? Tym razem będzie to zespół Extra Prolific składający się ze Snupe’a (rapera i producenta) i Mike’a G (członka bardziej nominalnego niż rzeczywistego; nie robił bitów, a rapował bodajże w dwóch kawałkach; możecie zobaczy jego facjatę pod koniec teledysku „93’ till” Soul sof Mischief). Obaj panowie oddalili się od supergrupy z Oakland tuż przez wydaniem „3rd eye vision”. W podkładzie do „Act/you fool” z ich drugiej płyty, „2 for 15”, zaloopowali ten sam fragment „Maracas beach” co King Tee. Nie ma się im co dziwić. Tą próbkę wystarczyło zapętlić i już był hit. Nawet nie trzeba było zmieniać tempa. Zachęcam do eksploracji twórczości Extra Prolific - Snupe był dobrym producentem i osobliwym raperem ( ten powolny, lejący się jak rzadkie cisto, flow). Dopiero od nie dawna ich albumy dostępne są w internecie, więc korzystajcie (wyszły w bardzo niskim nakładzie i tylko na kasetach).



Rok po Snupe, w 1997 roku, po utwór Washingtona sięgnął także Lumumba, producent współpracujący z francuskim zespołem La Cliqua, JL i paroma innymi. Sampla, tym razem pobranego z samego początku utworu, użył w genialnym bicie do „Le hip-hop mon royaume” na płytę „Entre deux mondes” Rocca. Raper ów pochodzi z Paryża ale, jak to w przypadku większości francuskich twórców hip-hop bywa, jest synem imigrantów. Z Kolumbii. Karierę zaczynał z zespołem La Cliqua. Później stworzył także trio z dwoma Latynosami z Nowego Jorku o nazwie Tres Coronas. Tak jak poprzednie pozycje, także te warte są poznania. Zapraszam i idę jeść, cześć!